Wywiady - Szczecińska Liga Piłki Nożnej

Rozmowa z Andrzejem Stańczykiem, opiekunem DB Portu, mistrza dwóch ostatnich edycji Netto SLPN

andrzejstanczyk
- Od kilku sezonów nie ma mocnych na DB Port. Są drużyny, które wam depczą po piętach, sprawa mistrzostwa zazwyczaj rozstrzyga się w ostatnim meczu, ale każdorazowo na waszą korzyść. Z czego to wynika?
- W pewnym sensie z konsekwencji w działaniu. Od kilku lat gramy stabilnym składem, bez większych roszad, a jeśli nawet te się zdarzają, to są to pojedyncze przypadki. Choć świetnie zdajemy sobie sprawę z amatorskiego charakteru rozgrywek, walczymy z zaangażowaniem. W efekcie zazwyczaj osiągamy to co założyliśmy wcześniej.


- Na hali długo nie przegraliście...
- No długo. To jest powód do satysfakcji. W 2011 roku nie przegraliśmy meczu w sezonie zimowym, podobnie było w poprzedniej edycji. Teraz też udanie zainaugurowaliśmy rozgrywki, bo od wygranej z Wichrem Warszewo 7:3. Dobra passa trwa, choć zdarzały się spotkania, w których przegrana była o włos.


- Rutyniarze z DB Portu sobie jednak poradzili...
- Jak na rozgrywki amatorskie mamy mocnych zawodników, ale praktycznie w każdym zespole można znaleźć takich piłkarzy, którzy występowali lub występują w IV lidze czy klasie okręgowej. Nas odróżnia po części to, że jesteśmy zgrani. Chłopaki grają na pamięć, wiedzą, gdzie kto powinien być w danym momencie na boisku. Przy wyrównanym poziomie właśnie takie elementy procentują. 


- Kiedy właściwie powstał wasz zespół?
- Nawet kilkanaście lat temu. Moi znajomi grali w amatorskich rozgrywkach organizowanych przez Stanisława Adamczaka z TKKF. Gdzieś w połowie poprzedniej dekady występowaliśmy jako Drobnica Port Szczecin, a mecze odbywały się na stadionie przy ul. Budziszyńskiej. W tamtym okresie grali tacy piłkarze jak Łukasz Trociuk, Adam Kwaśniewski, Krzysztof Augustyniak, Włodzimierz Cebulski, Krzysztof Szumiato, nawet mój syn - Artur Stańczyk. Część z nich występuje w DB Porcie do dzisiaj. 


- Nie jesteście doskonali. Jakie mankamenty ma DB Port?
- Niewygodnie mi mówić o mankamentach skoro na ogół wygrywamy (śmiech - przyp. red.), ale coś tam można wskazać. Na przykład defensywa. Czasami brakuje chłopakom koncentracji, stąd niepotrzebne straty czy stracone gole. Z drugiej strony, nie przeszkadza im zgarniać nagród za najlepszą obronę w lidze. Tu mogliby być jednak jeszcze skuteczniejsi.


- Rozgrywki świetnie rozpoczął również Doker Port. Rośnie wam rywal w branży?
- Nie do końca tak jest. Prezes firmy Przemysław Szynkaruk zwrócił się do mnie z prośbą o poprowadzenie tej drużyny. Jak na I-ligowe warunki jesteśmy dość mocni. Stąd wysokie wygrane. W przyszłym sezonie marzy mi się następujący scenariusz: derby w ekstralidze pomiędze DB i Doker Portem, a na trybunach dwaj prezesi tych firm. Ciekawe, która z nich okazałaby się lepsza? W pierwszej kolejności Doker Port musi jednak awansować. A do tego jeszcze daleka droga.


- Ostatnio grali dwaj główni rywale DB Portu do mistrzowskiego tytułu. Pan był na trybunach. Rozpoznanie przeciwnika czy pasja kibica?
- Powiem tak. Z mojej strony więcej jest pasji piłkarskiej niż potrzeby zbierania informacji o przyszłych rywalach, choć siłą rzeczy, to i owo podglądnę, a potem dzielę się z zawodnikami swoimi spostrzeżeniami. Mówię im, by uważali na tego, na szybkość tamtego, itp. Z drugiej strony, środowisko piłkarskie jest u nas dosyć małe. Chłopaki i bez mojego mówienia wiedzą, kogo należy otoczyć szczególną "opieką".


- Skąd więc takie zamiłowanie do futbolu?
- W latach 70-tych byłem zawodnikiem KS Pionier Szczecin. Grałem na środku pomocy z numerem 7 na koszulce. To były świetne czasy. Występowałem w juniorach, potem w juniorach starszych, było mi nawet dane zagrać w pierwszym zespole Pioniera. Potem jednak przyszła szkoła wieczorowa, powołanie do wojska, praca zawodowa i marzenia o karierze piłkarskiej zeszły na dalszy plan. A teraz? Ważne, by w wolnych chwilach robić to, co się lubi. Ja lubię piłkę nożną. Staram się przy niej być.


- Dziękuję za rozmowę.


Z Andrzejem Stańczykiem rozmawiał Paweł Stężała

Rozmowa z Grzegorzem Matlakiem, byłym piłkarzem Pogoni Szczecin, organizatorem Netto Szczecińskiej Ligi Piłki Nożnej.

Matlak

- Paradoksalnie, jesienna przerwa przyczyniła się do wzrostu zainteresowania ligą...
- Powiem szczerze, naprawdę obawialiśmy się o frekwencję. Do końca nikt bowiem nie mógł przewidzieć, jak to, że nie graliśmy jesienią, wpłynie na ilość drużyn w zimowej edycji Netto Szczecińskiej Ligi Piłki Nożnej. Owszem, sam otrzymałem kilka komunikatów, że część ekip wolałaby wręcz odpuścić grę na powietrzu kosztem np. dłuższego sezonu halowego, ale w praktyce różnie to bywa. Szczególnie w dobie kryzysu. Jednak kapitanowie i opiekunowie w znacznej większości dotrzymali słowa zgłaszając swoje ekipy do naszych rozgrywek. Cieszymy się z tego.

- Można uchylić rąbka tajemnicy? Ile zespołów już się zgłosiło?
- W tej chwili mamy 25 ekip, choć lista wciąż pozostaje otwarta. Zważywszy na fakt, że z akcją promocyjną na dobrą sprawę nie ruszyliśmy, to jest to wynik satysfakcjonujący. W końcu zanotowaliśmy względem roku ubiegłego progres. To już jest coś.

- Jakieś nowe ekipy?
- Jest ich kilka, choć niektóre w latach poprzednich grały już w Netto SLPN. Jako ciekawostkę podam, że do DB Portu dołączą najprawdopodobniej dwie inne firmy portowe: Ekspres Port oraz Doker Port. Wprawdzie ciężko będzie beniaminkom dorównać obrońcom mistrzowskiego tytułu już w tym sezonie, ale DB Portowi wkrótce mogą urosnąć groźni konkurenci z branży. To dobrze, bo Szczecin to przecież portowe miasto.

- Co nowego czeka piłkarzy w sezonie 2013/14?
- Na pewno zwiększamy liczbę spotkań. Wcześniej graliśmy ich 13, teraz każdy z zespołów rozegra minimum 15. W zależności od ilości zgłoszeń. Sezon będzie dłuższy. Mecze potrwają przynajmniej do połowy marca, z lekką modyfikacją regulaminu. Wzorem piłkarskiej ekstraklasy po sezonie zasadniczym drużyny na wszystkich szczeblach rozgrywek podzielimy na dwie grupy, dzieląc ich dorobek punktowy na pół. To powinno zapewnić emocje do samego końca. Idziemy z duchem czasu.

- A chociaż w dobrym kierunku?
- Taka była decyzja Rady Ligi. Moim zdaniem jest to dobre posunięcie.

- Czy planujecie coś jeszcze oprócz zmagań ligowych?
- Podobnie jak w latach ubiegłych będziemy starali się urozmaicić sezon halowy okolicznościowymi turniejami. Mam tu na myśli imprezę świąteczno-noworoczną, oczywiście połączoną z rywalizacją na boisku. Ponadto walczymy o miano gospodarza mistrzostw Polski w siatkonogę, zaś pod koniec sezonu planujemy zorganizowanie po raz trzeci futsalowych mistrzostw województwa zachodniopomorskiego, czyli Szczecin Futsal Cup.

- Czy w Szczecinie daje się odczuć wzrost popularności futsalu?
- Trudno powiedzieć. Wiele robimy w tym kierunku. Ściśle współpracujemy z Pogonią '04, staramy się by o tej dyscyplinie mówiono i pisano więcej, zachęcamy amatorów futbolu do gry na hali. Zresztą nasza oferta skierowana jest właśnie do nich. Z uwagą śledzimy postępy szczecińskiej Pogoni '04. W tym roku była już blisko podium. Może tym razem powalczy o najwyższe cele?

- Czego wam życzyć?
- By jak najwięcej drużyn zgłosiło się do Netto Szczecińskiej Ligi Piłki Nożnej, zaś tym co to uczynią - dobrej zabawy.

- Dziękuję za rozmowę.


Z Grzegorzem Matlakiem rozmawiał Paweł Stężała

Grzegorz Matlak

- Sezon halowy za nami. Co się udało, czego nie zdążyliście zrobić?
- Jak w każdym projekcie, tak i u nas można wskazywać na negatywy i pozytywy. Mam nadzieję, że tych drugich było znacznie więcej. Praktycznie w każdym spotkaniu dało się zauważyć, że grają u nas ludzie, którzy dają z siebie wszystko, kolejne zawody traktując niczym udział w mistrzostwach świata. Jest w tym pasja a jednocześnie forma wyładowania się. Wszystkie życiowe sprawy chłopaki zostawiają poza boiskiem. U nas liczy się walka, dobro drużyny, wspólny cel. I to jest wspaniałe. Zimą do rozgrywek przystąpiły 24 ekipy. W porównaniu do sezonu jesiennego zanotowaliśmy więc postęp. Minusem jest natomiast ogólna sytuacja. Firmy dwa razy zastanowią się nim wydadzą jakieś pieniądze. Stąd trudniej o sponsora i wiele zespołów finansowało się we własnym zakresie. Myślimy nad obniżeniem wpisowego, choć koszta jakie ponosimy przy okazji wynajmu hal, boisk, ludzi do obsługi rozgrywek, są nadal duże. Co jeszcze? Zdarzały się sporadyczne przypadki niesportowego zachowania, ale futbol zawsze wywoływał emocje. Mnie on na przykład nauczył pokory. Przyjmowania porażek, godzenia się z nimi, co potem można przekuć na dodatkową motywację.

   
- Sportowy aspekt zimowego sezonu mógł się podobać. Praktycznie wszystko wyjaśniło się w ostatnich kolejkach i to po wyjątkowych spotkaniach.
- Jest w tym nasza zasługa, bowiem harmonogram ustawialiśmy właśnie pod tym kątem. By najlepsi spotykali się ze sobą dopiero na końcu. Nie zawsze to wypala, ale tym razem się udało. W ekstralidze DB Port pokonał po świetnych zawodach Greorex 4:3, w zaś w I lidze tytuł ważył się praktycznie do ostatnich sekund pojedynku ZM Grabowscy - Silo-Trans. Także brąz Pogoń'04 zapewniła sobie w ostatniej kolejce. Sam byłem piłkarzem i nawet jak z boku przyglądam się walce, to mogę sobie wyobrazić co przeżywają w danej chwili zawodnicy. I jednego jestem pewien. Że ta liga, niezależnie od szczebla, wyzwala emocje. W 99 procentach te pozytywne. Bo nawet po nerwowym spotkaniu chłopaki podchodzą do siebie, przybijają piątki, czasem nawet wspólnie idą do pubu. Cieszę się, że udało nam się stworzyć taki produkt.
- Patronowaliście także rozlicznym turniejom.
- Było ich kilka. Mistrzostwa Pomorza Zachodniego w futsalu odbyły się przy współpracy z Pogonią'04. Także mistrzostwa Szczecina w siatkonogę cieszyły się dużym zainteresowaniem. Lada dzień ruszy trzecia edycja Mini Mundialu, największego turnieju piłkarskiego w regionie, w którym o tytuły rywalizować będą uczniowie ze szkół podstawowych.
- Spory przekrój wiekowy... 
- Zgadza się. Praca z młodzieżą sprawia najwięcej satysfakcji. Wiemy coś o tym, bo dzięki przychylności lokalnych władz promujemy od jakiegoś czasu piłkę nożną w Nowym Warpnie. Jednak nie mniej istotnym okazało się nawiązanie stałej współpracy z Pogonią'04. W tej chwili jest to czołowy klub futsalu w Polsce, poukładany zarówno od strony organizacyjnej jak i sportowej. Poważny partner przy współpracy, w dodatku taki, na którego zawsze można liczyć. Podobnie zresztą jak firma Netto, sponsor tytularny rozgrywek.
- Przed nami nowy sezon, nowe wyzwania...
- Sezon powinien ruszyć w ostatnim tygodniu kwietnia. Wciąż przyjmowane są zapisy do wiosennego grania, które toczyć się będzie w środku tygodnia na boiskach MOSRiR przy ul. Witkiewicza. Unowocześnimy stronę internetową, będziemy kontynuować relacje na żywo z najciekawszych spotkań, podobnie jak czyniliśmy to zimą. Aby nie było za kolorowo, to liczymy się też z problemami. Jednak mankamenty będziemy minimalizować. A przynajmniej starali się tak czynić.
- Plany na przyszłość?
- Zamierzamy rozwinąć się w kierunku sportu młodzieżowego. Jak wspomniałem, mamy dobre doświadczenie z Akademią Nowe Warpno, którą prowadzi Bartek Zdebski. Zaczynaliśmy z grupą 18 chłopaków. W tej chwili młodzieży jest dwa razy tyle, a do grupy dołączyło kilka dziewcząt. Naprawdę fajnie się to zaczyna kręcić. Sport jest wspaniałą przygodą. Chciałbym móc przekazać swoje doświadczenia innym. Także rozwijać obecną Szczecińską Ligę Piłki Nożnej. Jestem otwarty na współpracę i pomysły innych. Ostatnio utworzyliśmy Radę Ligi, która będzie zbierała od poszczególnych drużyn opinie na temat rozgrywek, ich poprawy. Z kolei zagrożeniem jest zbytnia dywersyfikacja amatorskich lig w Szczecinie. Obok nas i HALP-u powstaje trzecie środowisko. Zamiast się łączyć - rozdzielamy się. A w tym wszystkim nie o to przecież chodzi. Wiem, że nikt nie posiada monopolu na organizowanie owych zmagań, lecz z drugiej strony, zbytnie rozdrabnianie nikomu nie służy. Bo zamiast integracji następuje rozdział. Moim zdaniem należy tutaj postępować z większą rozwagą. 
- Poza karierą piłkarską, ma pan za sobą także epizod w futsalu. 
- Nie do końca w futsalu... Podczas pobytu w USA grałem przez kilka miesięcy w krajowej lidze. Owszem, kopało się tam pod dachem, w wielotysięcznych halach, ale... z bandami po bokach. W piątek grali tam np. hokeiści, w sobotę chowano taflę i na boisko wchodzili piłkarze. Po testach dostałem kontrakt w jednej z drużyn Indoor Soccer League. Szło mi całkiem przyzwoicie, zostałem nawet "Debiutantem Roku" i choć pojawiła się propozycja przedłużenia kontraktu, to równocześnie przyszła oferta z Polski by grać na trawie. Wybrałem to drugie.
- Dziękuję za rozmowę

 

Rozmawiał Paweł STĘŻAŁA

Mateusz Brzeźniak: Siatkonoga jest połączeniem piłki nożnej, siatkówki i tenisa, ale najważniejsze są chyba jednak umiejętności piłkarskie?

Arkadiusz Kondraciuk: Na pewno, bo ten sport wywodzi się przede wszystkim z futbolu. Każdy, kto grał kiedyś w zespole piłkarskim, musiał zetknąć się z siatkonogą na treningach. Teraz dyscyplina ewoluuje i trochę się zmienia. Wszystko idzie ku profesjonalizmowi.

Turniejów jak ten w Szczecinie jest coraz więcej? Można mówić o zwiększającym się zainteresowaniu futnetem w Polsce i na świecie?

- Na świecie tak. Najbardziej w przypadku Czechów i Słowaków, którzy mają zawodowe ligi. W siatkonogę grają tam kobiety i dzieci, dla naszych sąsiadów to niemal sport narodowy. W Polsce powoli też idzie ku lepszemu, właśnie dzięki takim turniejom jak Szczecin Cup 2013. Już 5 razy grałem na Mistrzostwach Polski     i przywiozłem z nich 4 złote medale. To zobowiązuje, żeby tę dyscyplinę rozwijać. W kraju istnieją dwa silne ośrodki, czyli Szczecin i Łódź. Nam ten turniej ma pokazać, czy ludziom to się podoba i czy idziemy w dobrym kierunku.

Tworzy pan parę z kapitanem Pogoni Szczecin, Bartoszem Ławą. Jak to się stało, że postanowiliście wziąć się za siatkonogę na poważnie?

- W pierwszych MP nie braliśmy udziału, ale już wtedy trenowaliśmy między sobą z kolegami ze Szczecina. Wydawało nam się, że wygląda to całkiem nieźle i chcieliśmy zmierzyć się z kimś spoza regionu. Potem wszystko potoczyło się szybko.

Jakie umiejętności są w tej dyscyplinie najważniejsze?

- Technika przede wszystkim. Dużo zagrań wymaga zaawansowanych technicznie uderzeń różnymi częściami stopy. Potrzeba też trochę siły i kondycji. Z boku może wydawać się inaczej, ale biegania jest sporo. W naszej parze z Bartkiem kluczowe jest też zgranie, bo gramy ze sobą już 5 lat i dlatego trudno nas ograć.

Będziecie wy i silni Blokersi z Łodzi. Ekstraklasowi piłkarze Pogoni, czyli Adam Frączczak i Maksymilian Rogalski, mają jakiekolwiek szanse w starciu z profesjonalistami?

- Wydaje mi się, że nie. Tak samo, jak my nie mamy z nimi szans na boisku. To dwie odmienne dyscypliny sportu. Będzie mocna reprezentacja łódzka, którą tworzą moi koledzy z reprezentacji. To zawodnicy, którzy skupili się tylko na siatkonodze. Ich obecność pozwala przewidywać wysoki poziom zawodów.

Co pana najbardziej w tej siatkonodze "kręci"?

- To wielka frajda. Dzieje się dużo i szybko, są ciekawe wymiany i efektowne punkty. Sytuacja może odwrócić się w każdej chwili. Chciałbym, żeby kibice przyszli i zobaczyli, że to naprawdę widowiskowa dyscyplina.

Z Ławą czujecie się faworytami Szczecin Cup 2013?

- Spoczywa na nas ta rola jako na gospodarzach i utytułowanej parze. Wiemy jednak, że drużyny z Łodzi postawią twarde warunki.

Wywiad z Krzysztofem Pszczółkowskim zawodnikiem drużyny Globex Gorzów, o II Mistrzostwach Pomorza Zachodniego w Futsalu - Szczecin Futsal Cup 2013.

 

Łukasz Tymko - Zakończył się turniej Szczecin Futsal Cup 2013. Zajęliście w nim II miejsce. Czy jesteś zadowolony z osiągniętej pozycji?


Krzysztof Pszczółkowski  - Z miejsca jesteśmy średnio zadowoleni ponieważ zabrakło nam około dwóch minut do zwycięstwa w finale, ale przed turniejem drugie miejsce wzięlibyśmy w ciemno.

 

Ł.T - Gracie już ze sobą od kilku lat. Możesz nam pokrótce opowiedzieć jak to się wszystko zaczęło i skąd się znacie?

 

K.P - Gramy ze sobą w takim składzie prawie 7 lat. Zaczęło się właśnie parę lat temu, gdzie po sukcesach na arenie województwa postanowiliśmy zgłosić się do drugiej ligi ogólnopolskiej. Zagraliśmy w niej tylko jedną rundę ponieważ wszyscy grali jeszcze na boiskach otwartych i zaczęło coraz mocniej to ze sobą kolidować. Rywalizowaliśmy wtedy z m.in. z Chojnicami, Marwitem, Radanem Gliwice i zajmowaliśmy po pierwszej rundzie 4 miejsce. Od tamtej pory skład tylko troszkę się zmienił. W ostatnich pięciu latach wygraliśmy 4 razy naszą gorzowską ligę, a raz nie występowaliśmy. Wszyscy graliśmy razem na boiskach otwartych od trzeciej ligi do okręgowej.

 

Ł.T - Jak oceniasz poziom samych rozgrywek oraz organizacyjny II Mistrzostw Pomorza Zachodniego w Futsalu - Szczecin Futsal Cup 2013 ?

 

K.P - Poziom organizacji oceniamy bardzo dobrze. Nasi organizatorzy powinni uczyć się, jak organizuje się takie turnieje. Poziom samych rozgrywek był wyrównany, ale baliśmy się, że będzie troszkę trudniej o zwycięstwa. Jednym słowem super turniej, super organizacja, super nagrody.

 

Ł.T - Czy zamierzacie przyjechać do nas za rok na III edycję mistrzostw?

 

K.P - Oczywiście, że tak. Czekamy na zaproszenie za rok.


 

Mateusz Brzeźniak: Jakie oczekiwania stawia sobie pan jako organizator przed II edycją Mistrzostw Pomorza Zachodniego w Futsalu?

 

Grzegorz Matlak: Podobnie jak przed rokiem, zjadą do nas zespoły z całego województwa. Zainteresowanie futsalem stale rośnie, a podobnych imprez brakuje. Chcemy, żeby nasza była taką, na którą zawodnicy i kibice będą czekać przez cały rok. Liczymy, że z roku na rok uda nam się zwiększać jej rangę. Tę na pewno podwyższy oddanie do użytku nowoczesnej hali sportowo-widowiskowej w Szczecinie.

 

Zapytam o bardziej dalekosiężne plany. Impreza ma pozostać regionalną, czy myślicie o turnieju ogólnopolskim?

 

- To w zasadzie sprawa otwarta i sami jesteśmy ciekawi, w jakim kierunku to się potoczy. Na razie koncentrujemy się jednak na turnieju dla amatorskich drużyn z regionu. Interesuje nas popularyzacja szybko rozwijającej się dyscypliny, jaką jest futsal.

 

Kto jest prywatnym faworytem Grzegorza Matlaka?

 

- Niezręcznie wypowiadać mi się w tej sprawie. Zresztą, bardzo trudno tutaj coś wytypować. Zagrają młodzi zawodnicy z Pogoni '04, czołowe zespoły z mojej ligi i kilka drużyn z regionu. Szczególnie ciekawi mnie postawa tych ostatnich. To najsilniejsze ekipy swoich lig środowiskowych, a ja, jako właściciel szczecińskiej muszę znać realia i poziom, który prezentowany jest w innych.

 

Kibice kojarzą pana głównie z występów na trawie, ale był też epizod halowy.

 

- Zgadza się. Jako młody chłopak pojechałem do Stanów Zjednoczonych. Nie chciałem tam pracować na budowie i udało mi się zahaczyć w piłkarskiej lidze halowej. Zawodowa MLS dopiero raczkowała, ale w hali mieli naprawdę wysoki poziom. Nigdy wcześniej w mojej karierze nie trenowałem na takich obrotach. Po testach dostałem kontrakt w jednej z drużyn Indoor Soccer League. Szło mi znakomicie, zostałem "Rookie of the Year", zanotowałem mnóstwo goli i asyst. Amerykanie chcieli mnie zatrzymać, ale pojawiła się propozycja grania na trawie w Polsce.

 

W pewnym momencie był pan też blisko gry dla Pogoni '04.

 

- Po spadku Pogoni Szczecin z ekstraklasy za czasów Antoniego Ptaka, dostałem taką propozycję od Macieja Karczyńskiego. Było naprawdę blisko, pojawiłem się chyba nawet na kilku treningach. Temat upadł, bo wspólnie z Darkiem Adamczukiem wzięliśmy się za odbudowę Pogoni Nowej. Dodatkowo, pojawiły się poważne problemy z kręgosłupem.

 

Inne wspomnienie z hali?

 

- Pamiętam turniej w Poznaniu, który rozgrywany był na... okragłym boisku. Zapadł mi w pamięć chyba tylko, dlatego, że zostałem tam wybrany najlepszym zawodnikiem (śmiech).

 

Organizacja halowych turniejów, zespół liderujący Futsal Ekstraklasie - Szczecin może zostać futsalową stolicą Polski?

 

- Bardzo bym sobie tego życzył. Zawsze uwielbiałem grać na hali. Już jako młody chłopak nie tęskniłem zimą za zieloną murawą. Wiele osób sądzi, że futsal to sport niszowy, ale ja absolutnie się z tym nie zgadzam.

Łukasz Tymko: Przed nami Szczecin Futsal Cup 2013. Jaki cel przyświeca nadchodzącej imprezie?

 

Krzysztof Bober: Przede wszystkim propagowanie futsalu w Szczecinie i całym regionie. Propozycję uczestnictwa w turnieju dostało naprawdę dużo miejscowości z regionu. Ze względu na koszty nie każdy może przyjechać, ale myślę, że 5 drużyn z naszego miasta i 5 z województwa to wystarczająca ilość chętnych.

 

Jak jeszcze można propagować futsal na poziomie regionalnym?

 

- Razem z Grzegorzem Matlakiem dostaliśmy propozycję od prezesa ZZPN Jana Bednarka, żeby przy związku stworzyć Komisję Futsalu. Będziemy dążyć do dalszej profesjonalizacji dyscypliny. Jak już gramy na małe bramki, to grajmy na przepisy futsalowe. Liczymy też, że uda nam się zorganizować jak najwięcej turniejów
w regionie.

 

Jest pan jedną z osób, które tworzyły szczecińskie środowisko futsalowe od zera. Jak wyglądały początki?

 

- Miałem amatorski zespół, który grał na trawie. W przerwie zimowej zapraszano nas na turnieje halowe, gdzie zawsze wypadaliśmy zaskakująco dobrze. Poza tym, zawsze podobała mi się taka odmiana piłki nożnej.
Z biegiem czasu zgłosiliśmy drużynę do HALP-u, gdzie również zgarnęliśmy wiele laurów. Prawdziwy futsal zobaczyłem jednak dopiero koło 2001 roku, kiedy przez przypadek pojechaliśmy na Clearex Cup do Chorzowa. To tam moi zawodnicy pierwszy raz zobaczyli futsalową piłkę - wcześniej grali zieloną, włochatą - i... nikt nie potrafił z nimi wygrać! Doszło do tego, że zespoły Cleareksu i Baustalu Kraków nie chcąc trafić na amatorów ze Szczecina, zaczęły strzelać sobie samobóje. Skończyło się na wielkiej aferze i karach finansowych (śmiech).

 

Wróciliście do Szczecina i...?

 

- Postanowiliśmy, że stać nas na więcej. Zgłosiliśmy zespół do II ligi, jako NPI Szczecin. Równorzędnie na zapleczu ekstraklasy wystartowała, Selfa Szczecin. Przez 2 lata próbowaliśmy awansować do I ligi, nie udawało się i padł pomysł, żeby połączyć siły. W 2004 roku - jak sama nazwa wskazuje - powstała Pogoń '04.

 

Co pana najbardziej fascynuje w futsalu?

 

- Szybka gra, zatrzymywany czas i to, że wynik może się zmienić w ciągu paru sekund. Można tak przegrać
i wygrać mecz, co niejednokrotnie przerabialiśmy w historii klubu.

 

Wróćmy do Szczecin Futsal Cup. Liczy pan, że podczas takiego turnieju uda się dostrzec jakiś talent, który w przyszłości będzie mógł wzmocnić Pogoń '04?

 

- Będę na całym turnieju, na pewno mam rozeznanie i potrafię taką perełkę wyłowić. Będzie też nasz drugi trener, Grzegorz Usowicz. Szkoda, że zabraknie Gerarda Juszczaka, który z pierwszym zespołem ma mecz ligowy.

 

Udział Pogoni '04 w SFC to miła ciekawostka, czy jednak celujemy w dobre miejsce?

 

- W naszym zespole zagrają młodzi chłopcy, którzy, na co dzień trenują z Grzegorzem Usowiczem. Trudno mówić o celach, bo nie wiemy, z jakimi zespołami przyjdzie nam się mierzyć. Naszą drużynę tworzą zawodnicy bez większego doświadczenia i często są to młodzieńcy w rozmiarach S albo M (śmiech). Chociaż trudno im walczyć ze starszymi dryblasami to przypominam, że stanowią oni zaplecze pierwszego zespołu i jest wśród nich wiele talentów a kto wie ile się objawi. Mam nadzieję, że kilku obecnych reprezentantów młodzieżówki
w przyszłości wzmocni szeregi pierwszej drużyny Pogoni '04.

futsal7kolejka

Panie Wojtku, jesteście nowym zespołem w naszej lidze. Tak na początek, jak by Pan mógł ocenić nasze rozgrywki.

- Można tu spotkać bardzo fajnych ludzi, którzy umieją grać w piłkę przede wszystkim -technicznie, a nie siłowo. To jest właśnie główny taki powód dla którego zgłosiliśmy się tutaj w rozgrywkach w Szczecinie.

Dzisiaj mecz z ubiegłorocznym mistrzem - DB Portem. Wynik do przerwy dla Was nienajlepszy, ale mecz jest bardzo wyrównany. Gdybyście wykorzystali te przedłużone rzuty karne, mogłoby być zupełnie w drugą stronę.

- Dokładnie. Bardzo tego żałujemy, mieliśmy dzisiaj cztery rzuty karne, wcześniej też cztery. Nie udało nam się strzelić żadnego... Mam nadzieję, że w końcu ta klątwa zejdzie z nas i trafimy do tej bramki. Mecz był rzeczywiście na styku.

Co możecie zmienić w swojej grze?

- Przede wszystkim poprawić grę w obronie, bo mamy problem z upilnowaniem zawodników DP Portu. Ciągle ucieka nam "kołowy" i nie możemy go przykryć i to nie jest pierwszy raz... Jeżeli poprawimy grę w obronie, to w ataku już samo pójdzie.

Dziękuje za rozmowę.

Strona 3 z 5



Sponsor tytularny

                                                          

Sponsorzy

                                     

Partnerzy

                

     

Copyrights © 2017 Szczecińska Liga Piłki Nożnej

Projekt: Visioncom